środa, 15 kwietnia 2020


Czytam wywiad z Mirą Marcinów  i wszystko wskazuje, że to książka dla mnie. O żałobie po mamie. Czy ja już swoją „przerobiłam”? Czy faktycznie mam ją za sobą? Czasem wspominam mamę z bólem, z blokadą, z płaczem, a czasem z lubością i satysfakcją. Na pewno mam jak autorka te momenty, kiedy czuję dumę i dzikość, kiedy odezwę się do kogoś jakimś anachronicznym powiedzeniem rodem "z mamy", kiedy przypomni mi się anegdota, która kiedyś budziła odrazę, a dzisiaj jest dowodem na drugie życie mojej mamy we mnie. „Oho, budzi się matka, matka się odzywa”, jakby pewnie podobnie powiedziała Mira Marcinów. Decyzja, czy przeczytam jej książkę, zapadnie pewnie po dłuższym procesie. Wiem jedno, że zaraz po urodzeniu Hani miałam kilka momentów, w trakcie których byłam bardzo blisko mamy. W których miasto-mama przytulało mnie jak nigdy. Wypełniało każdy por mojego przepełnionego wodą ciała nieskończoną miłością. Wtedy muzyka fortepianowa, wiatr, upalna cisza, kołysało do snu i wyciskało z oczu łzy wzruszenia. Ach, hormony?

Za oknem wichura, słońce przeplatane ze śniegiem na tle budzącej się wiosny i zieloności. Wielki spokój, wielka cisza i bezruch. Krowodrza ma w sobie senność właściwą małym, powolnym miasteczkom. Czuję wielki spokój, kiedy nie czytam newsów jak szalona.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Raport z miasta na K, jak kwarantanna


Kiedyś, może już jutro osiągnę ten swój cel – zamek, czyli Rynek Główny. Nie jest na wzgórzu, ale majaczy w oddali, bliski jak zawsze, a jednocześnie obwarowany czerwonymi taśmami. Dzisiaj zatrzymał mnie strach, zobaczyłam straż miejską legitymującą jakiegoś starszego człowieka, który siedział na ławce na plantach. Zatem zawróciłam na bezpieczną Łobzowską. Władza, autorytet – z tym wszystkim muszę walczyć, żeby przejść się po jego wielkiej, pustej płycie, którą obiecują wszystkie medialne obrazki. Ponoć jest cicho i słychać tylko trzepot skrzydeł gołębi... i hejnał? Nie wiem, muszę sprawdzić.
Przyznam, że po prostu chciałam dzisiaj tam pójść, bo mi tęskno, bo tam się czuję bezpiecznie. Bo jak jadę gdzieś za miasto, to zamiast nasiąkać spokojem, skacze mi poziom kortyzolu. I wracam do domu w jeszcze gorszym nastroju. Dzisiaj premier powiedział, że to potrwa do maja, czerwca, czyli końca nie widać. A we mnie narasta bunt, mimo że grzecznie wypełniam zalecenia kwarantanny. Wierzę w nią, jestem przekonana, że tak trzeba, jestem świadoma i dojrzała. Wierzę, że teraz jest dobry moment, żeby tam pójść, bo na ulicach jest pusto i cicho. Po ulicach przemykają tylko śmieciarki i patrole policji. A ja na wszelki wypadek mam przygotowaną formułkę: panie władzo, ja tutaj za rogiem mam zaparkowany samochód, wyszłam tylko na chwilę, dziecka nawet z nosidła do spacerówki nie przełożyłam. Już wracam, spokojnie, proszę się odsunąć na 2 metry przynajmniej, bo się boję.

Czytam wywiad z Mirą Marcinów  i wszystko wskazuje, że to książka dla mnie. O żałobie po mamie. Czy ja już swoją „przerobiłam”? Czy fakty...